Stowarzyszenie “Pro Silesia” opublikowało 22 grudnia raport pt. “Obawy rodziców i nauczycieli wobec nowych form edukacji w okresie pandemii” przeprowadzony w dniach od 21 października do 5 listopada 2020 roku i przygotowany przez naukowców z Instytutu Nauk Politycznych Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego.

Stan epidemiczny w czasie badania

Warto sobie przypomnieć, że uczniowie klas 4–8 szkół podstawowych oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych rozpoczęli naukę zdalną od 23 października ale ciągle uczyli się młodsi (oni dopiero od 9 listopada objęci zostali kształceniem zdalnym). Dodam także, że nie było obowiązku pracy w maseczkach a czy zachowywano dystans społeczny? Nie wiem. Na ulicach i w wielu miejscach zamkniętych także nie było przymusu chodzenia w maskach. Badania nie były szybkie, fałszywych dodatnie wyników testów było parędziesiąt procent. Robiono je tysiącami a pomimo tego nie wszystkim. Zresztą przebadanie całej populacji musiałoby potrwać pewnie rok, czyli mijało się z celem. Prywatne badania w Warszawie kosztowały 150-300 zł nic nie dając.

Pamiętam nawet narzekania na durne i niewykonalne pomysły Ministerstwa, czy po prostu “głupiego” (tutaj proszę wstawić dowolne z popularnych na manifestacjach kobiet wulgaryzmów) ministra edukacji żeby rozśrodkować uczniów, separować od siebie klasy.

Ale także zdarzyło mi się spotkać szkoły, w których podjęto intelektualne wyzwanie związane z zaleceniami Sanepidu i ME i przesuwano czas przerw dla różnych klas tak, aby zmniejszyć ilość uczniów na korytarzach. U nich się “dało”, w większości szkół “nie dało” się.

Moje osobiste doświadczenia

Kiedykolwiek czytam podobne raporty (tzn. oparte na odpowiedziach na pytania ankietowe), to najpierw się zastanawiam czy autorzy mieli czyste intencje. Krótko mówiąc, czy projektując ankietę starali się zadawać pytania nie sugerujące odpowiedzi, neutralne i nie odwołujące się do emocji, bądź tzw. powszechnych opinii.

W wypadku tego raportu szczególnie byłem tym zainteresowany z uwagi na czytanie postów w kilku grupach nauczycieli uczących zdalnie. A z postów na FB wynikał dość przygnębiający obraz pedagogów. Najwięcej aktywności wzbudzały narzekania, które pobudzały do krytyki (właściwie wszystkich poza samymi nauczycielami). Stosunkowo umiarkowane komentarze zbierały informacje profesjonalne, zawodowe i poradnikowe odnoszące się do tego jak prowadzić nauczanie zdalne. Ale absolutne rekordy biły publikacje, które ośmielały się krytykować jakość pracy nauczycieli. Tak jak zawsze w oczach nauczyciela rodzice nie zajmują się dziećmi ale tracą czas na pouczanie nauczycieli, uczniowie nie uczą się, ściągają i w ogóle mamy młodzież do kitu, nauczyciele są przeciążeni pracą, ale pomimo tego mężnie dźwigają na swych barkach ciężar edukacji i wychowania nowego pokolenia Polaków.

W tym roku w moich szkoleniach uczestniczyło ponad 2.700 osób z wielu placówek (przedszkola, podstawówki, licea, szkoły muzyczne). Z ich zainteresowania problematyką nauczania zdalnego, zaangażowania, stosunku do nowości (zmian) wynikają przemyślenia, które przywiodły mnie do zajęcia się raportem.

A co można znaleźć w artykule nt. raportu Stowarzyszenia i raporcie?

Nie znam wszystkich pytań a z kontekstu wynika, że musiało ich być więcej niż te które pojawiają się na wykresach.

Padły następujące pytania:

  1. W jakim stopniu obawia się Pan(i) zarażenia SARS-CoV-2 w szkole?

2. W jakim stopniu obawia się Pan(i) ryzykownych zachowań uczniów i ich rodziców, które mogą zwiększyć prawdopodobieństwo zakażenia?

3. W jakim stopniu obawia się Pan(i) braku możliwości przeprowadzenia testu na SARSCoV-2 na koszt szkoły?

Wyniki podsumowano następująco

“Zdecydowana większość nauczycieli w Polsce obawiała się zarażenia wirusem SARSCoV- 2 w miejscu pracy. Lęk ten potęgowały nie tylko kolejne rekordowe liczby zakażeń oraz zgonów, ale również doniesienia medialne czy wskazane w badaniu ryzykowne zachowania uczniów i ich rodziców. Z punktu widzenia bezpieczeństwa pedagogów, który został przez nich zidentyfikowany w trakcie badania, dużym problemem był brak możliwości wykonania testu na obecność koronawirusa na koszt szkoły. To pozwala domniemywać, że pomimo wielu mankamentów edukacji zdalnej, nauczyciele z ulgą przyjęli informację o przejściu na tę formę kształcenia. Wśród negatywnych aspektów kształcenia zdalnego wskazywali trudności w ocenie pracy ucznia, problemy z realizacją podstawy programowej czy potencjalnie niższe wyniki egzaminów zewnętrznych. Problem stanowiła również konieczność poświęcenia większej ilości czasu na przygotowanie się do zdalnych lekcji. Jednocześnie nauczyciele nie zgłaszali większych obaw związanych z ich realizacją, co należy ocenić pozytywnie”.

Mój komentarz jest oczywiście subiektywny, co odpowiada “subiektywizmowi” pytań

Dlaczego ankieta pytała o obawy przed zarażeniem się w szkole podczas gdy można było się zarazić wszędzie? A czy gdyby zapytano gdzie najbardziej obawiasz się przebywać i dlaczego, to ankietowani wskazali by na szkołę?

Drugie pytanie jest konsekwencją pierwszego. Nauczycielu! Skoro tak bardzo obawiasz się szkoły, to zapewne jest to związane z lękiem przed uczniami i rodzicami. Wprawdzie mówiono o tym, że młodzież roznosi chorobę bezobjawowo więc zagrożenie wydaje się realne ale nie spotkałem nauczycieli pracujących w maseczkach. A już zrównanie w pytaniu zagrożenia powodowanego przez uczniów, z którymi pracuje się 18 godzin tygodniowo z zagrożeniem od rodziców, z którymi spotyka się raz na 1-2 miesiące jest wprost zdumiewające. Na dodatek nic nie stało na przeszkodzie aby rodziców nie widywać i ograniczyć z nimi kontakty do zdalnych zebrań i konsultacji.

I jeszcze jedno. W przypadku obu tych grup nauczyciel miał możliwość zachowania dystansu społecznego 1,5 -2 m. Jednocześnie pytanie nie ocenia poczucia zagrożenia powodowanego przez współpracowników, czyli innych nauczycieli (powtarzam trzeci raz – ludzi pracujących bez maseczek). Zwykle w pokoju nauczycielskim jest tłoczno, trudno tam o dystans. Z podanych powodów raczej bałbym się koleżanek i kolegów a nie uczniów, a zwłaszcza nie rodziców.

Kolejne pytanie jest naprawdę ciekawe. Dlaczego nauczyciel ma się obawiać nie robienia testów na koszt szkoły? Testy robione za własne pieniądze nie powinny budzić obaw? Fałszywe wyniki testów przesiewowych dochodziły do 40%. Czyli można było rzucać kostką do gry i za darmo mieć prawie tak samo wiarygodny wynik jak szybki test!

Dodatkowe komentarze autorów z Uniwersytetu Śląskiego

Perełka: “Zdecydowana większość nauczycieli nie obawiała się braku wystarczających kompetencji informatycznych niezbędnych do skutecznego realizowania zajęć zdalnych. 75,8% pedagogów nie miało takich obaw”. W wielu grupach (od kilku do trzydziestu kilku osób w rupie) zdarzała się osoba, która spokojnie mogłaby uczyć resztę grona pedagogicznego. Ale absolutna większość moich uczniów zaczynała poznawanie technik nauczania zdalnego właściwie od zera. Duża część pojawiających się uwag, dotyczyła trudności przestawienia się na uczenie z wykorzystaniem całkiem odmiennych narzędzi. Jakim cudem naukowcom wyszło, że 75% nauczycieli nie obawiało się, że sobie nie poradzi? NIEMOŻLIWE!!!

Raport podsumowuje: “nauczyciele samodzielnie lub dzięki uczestnictwu w dedykowanych im szkoleniach dobrze przygotowali się do nowego roku szkolnego i potencjalnej możliwości prowadzenia zdalnych lekcji. Co więcej, mieli odpowiednie kompetencje informatyczne, by skutecznie te lekcje prowadzić. Nauczyciele nie wyrazili również lęku przed brakiem wystarczających kompetencji dydaktycznych związanych z kształceniem zdalnym. Aż 85,5% nie odczuwało tego typu obaw”.

Za to jedna połowa obawiała się a druga nie obawiała problemów technicznych leżących po stronie nauczyciela.

Trzy czwarte wietrzyło problemy po stronie uczniów.

Widzę dalej, że zdecydowana większość nauczycieli “zatroskana” była:

  • niską motywacją uczniów do nauki – 78%
  • trudnością wystawiania ocen 81%
  • brakiem możliwości weryfikacji samodzielnej pracy ucznia (czyli chodzi o ściąganie) 56%
  • realizowaniem podstawy programowej 56%
  • wykorzystywaniem własnego sprzętu 56%
  • dotarciem do wszystkich uczniów
  • zwiększonym nakładem pracy 81%

I moje dodatkowe uwagi

Z punktu widzenia nauczyciela uczeń zawsze był nie-do-motywowany. Tak było na długo przed koronawirusem i nauczaniem zdalnym. Słyszałem to kiedy byłem uczniem, słyszeli moi rodzice na wywiadówkach. Słyszałem to od kolegów i koleżanek w pokoju nauczycielskim i na zebraniach rad pedagogicznych. Wreszcie jako rodzic słyszałem to samo od nauczycieli syna 🙂

Obawy przed wystawianiem ocen, brak możliwości weryfikacji pracy uczniów, ściąganie wynika z braku umiejętności korzystania z narzędzi do nauczania zdalnego. Przede wszystkim odpowiada niewypowiedzianemu pragnieniu aby nauczanie zdalne odzwierciedlało stare “analogowe” metody nauczania. A to przecież obawy wynikające z nieznajomości narzędzi i technik pracy zdalnej. Stąd także obawy o niezrealizowanie podstawy programowej (do realizacji której nauczyciel może stosować różne techniki, wedle własnego uznania). Jakże niewiele w porównaniu do narzekań było oryginalnych pomysłów na nową filozofię uczenia i nagradzania uczniów. Wreszcie zwiększony nakład pracy wiąże się zawsze z uczeniem nowych narzędzi. Ale jak już sie ich nauczyc, to może okazać się że pracy ubędzie.

A wszystkie te obawy przy 75% nauczycieli przekonanych o wystarczających własnych kompetencjach w tym obszarze 🙂

Ostatnia uwaga dotyczy obawy, że nie dotrze się do wszystkich uczniów. Mąż znajomej nauczycielki z powiatowego miasta podpowiedział żonie jak ma uporać się z rodzicami, którzy zgłaszali brak Internetu w domach. Zapytaj którzy uczniowie nie mają w komórkach fejsbuka. Okazało się, że 100% uczniów ma Internet w smartfonach i skończyło się narzekanie.

W świetle innych badań (m.in. NASKu) dotyczących nauczania zdalnego dostępność własnego urządzenia podłączonego do sieci wzrosła po wiosennym lockdownie do 97%!

A drugą stronę medalu zobaczycie szanowni czytelnicy w raporcie dostępnym tutaj.